Nota biograficzna
Krzysztof Łukasiewicz urodził się 15 Maja 1933 roku w Lublinie, jako syn architekta Stanisława Łukasiewicza i jego żony Natalii. Młodzieńcze lata spędził w Lublinie, a potem w Warszawie gdzie uczęszczał do Gimnazjum imienia Tadeusza Reytana. W gimnazjum należał do drużyny harcerskiej, tzw. Czarnej Jedynki, która wkrótce została rozwiązana przez reżim komunistyczny. Po ukończeniu szkoły wstąpił na Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Studiował również w Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.
W roku 1962 wyjechał do Paryża, gdzie zaczął pracować w pracowni architektonicznej pana Emila Aillaud.
Po wygranym konkursie na zespół zabudowy mieszkaniowej wielorodzinnej w nowym mieście Melun Senart założył swoja pracownię Agence D'Architecture Christophe Lukasiewcz, która działała w Paryżu do 1997 roku.
Jako samodzielny architekt zbudował szereg interesujących budynków i zespołów zabudowy, z których trzeba wymienić przede wszystkim osiedle domów mieszkalnych w układzie tarasowym (wg wspomnianego już projektu konkursowego), inne zespoły zabudowy mieszkaniowej: w Evry, Chambery, budynek mieszkalny w Puteaux Hauts-de-Seine, rue Pajol w Paryżu, dom starców w Nanterre i inne.
Wszystkie projekty zespołów zabudowy wielorodzinnej i jednorodzinnej zwartej były realizacją ważnych dla Krzysztofa idei o możliwości stworzenia w mieście przestrzeni miejskiej ulic i placów i przestrzeni prywatnej - małych ogródków lub zielonych tarasów w ramach jednego zespołu mieszkaniowego.
Krzysztof Łukasiewicz oprócz działalności zawodowej prowadził bardzo ożywioną działalność natury społecznej i politycznej. Działalność ta szczególnie nasiliła się w okresie Solidarności i stanu wojennego w Polsce. Pomagał wielu Polakom, emigrantom z Polski finansowo, dawał im dach nad głową i pomagał w znalezieniu pracy. Miał wielką liczbę przyjaciół wdzięcznych za uzyskaną pomoc.
W pracowni Krzysztofa przy rue Montorgueil w Paryżu mieściła się przez jakiś czas redakcja KONTAKTU - wydawnictwa związanego z opozycją Mirosława Chojeckiego.
Był przewodniczącym paryskiego ośrodka Konfederacji Polski Niepodległej, który koordynował działalność na rzecz demokratycznej Polski we Francji. Gościł u siebie przewodniczącego KPN Leszka Moczulskiego.
Był człowiekiem wielkiego serca, był szczodry dla innych a bardzo wymagający w stosunku do samego siebie.
Ostatnie 2 lata swego życia Krzysztof związał z krajem rodzinnym. W roku 1997 razem ze swoją bratanicą Małgorzatą Łukasiewicz Traczyńską wygrali konkurs architektoniczny DOM DOSTĘPNY na osiedle domków jednorodzinnych szeregowych w Wołominie pod Warszawą, zorganizowany przez Fundację DOM DOSTĘPNY, czasopismo Murator i Gminę Wołomin. Udział tym w konkursie był dla Krzysztofa jeszcze jedną możliwością realizacji idei i przemyśleń o kształcie przestrzeni miejskiej. Zdobyli pierwszą nagrodę i realizację tego projektu. Dla wykonania projektu konkursowego powstała Pracownia Architektoniczna Łukasiewicz i Łukasiewicz, w której jednocześnie powstały inne projekty np. zespół domów szeregowych w Nowej Iwicznej. Pracownia wzięła udział w kolejnej edycji konkursu DOM DOSTĘPNY czasopisma MURATOR na dom jednorodzinny wielopokoleniowy. Projekt na ten dom cieszy się uznaniem klientów.
Krzysztof Łukasiewicz jest ojcem trojga dzieci Marcina - lekarza w klinice w Le Mans, Filipa - studenta architektury w Paryżu i Marie - uczennicy liceum plastycznego w Paryżu.
Staś
Wspomnienie
Poznałam tak naprawdę Krzysia dopiero w 1972 roku, kiedy to po dziesięciu latach pobytu we Francji mógł pierwszy raz przyjechać do Polski, już jako posiadacz francuskiego obywatelstwa. Pojechaliśmy z ojcem i stryjem w góry - na narty do Zakopanego. Krzysztof wprost chłonął Polskę, chciał być wszędzie jednocześnie, czuł się w Tatrach wspaniale. Wcale nie odczuwałam , żeby się choć trochę wynarodowił, wcale nie było słychać w jego polskim języku choć śladu obcego akcentu. Bardzo się polubiliśmy. Krzysztof obiecał, że zaprosi mnie do Paryża, pod warunkiem, że nauczę się francuskiego. On jest we Francji tak zajęty, że nie ma czasu na opowiadanie mi Francji i Paryża i muszę być niezależna. Tak bardzo przejęłam się tą obietnicą, że zabrałam się do nauki natychmiast. I rzeczywiście najbliższe wakacje spędziłam we Francji. I już tak było zawsze, ilekroć prosiłam Krzysztofa o wysłanie zaproszenia dla mnie i dla dowolnej liczby moich przyjaciół Krzysztof spełniał moją prośbę, mieszkaliśmy u niego w domu, dostawaliśmy pieniądze na drobne wydatki, później, już na architekturze, zawsze było coś do narysowania w jego pracowni.
Pamiętam świetnie wspólne wakacje na Korsyce. Krzysztof wstawał wcześnie rano, włączał muzykę poważną - był zapalonym melomanem, do ostatniej chwili chodził z warszawskimi przyjaciółmi do Filharmonii - siadał pod mimozą i snuł fantastyczne opowieści z pogranicza filozofii, wspomnień, psychologii, a wszyscy domownicy powoli wynurzali się ze swoich snów i przyłączali się do grona słuchaczy. Zawsze bardziej słuchaczy niż rozmówców, gdyż Krzysztof był tak wspaniałym opowiadaczem, że każdy chciał słuchać, a nie mówić.
Fascynowały mnie zawsze głębokie przemyślenia Krzysztofa na temat architektury, socjologii osiedla mieszkaniowego, przestrzeni prywatnej i publicznej w zespołach mieszkaniowych, zawsze wierny w swoich projektach i realizacjach.
Udział w konkursie na Zespół Zabudowy Dostępnej w Wołominie był dla Krzysztofa urzeczywistnieniem przemyśleń i idei na temat zabudowy małych miast. Bardzo cieszył się, że taki konkurs został rozpisany. Jego zaangażowanie w różnorodność budynków i głębokie przekonanie, że tak właśnie trzeba, że różnorodność zabudowy i możliwość identyfikacji z własnym domem leży w naturze ludzkiej, jest potrzebna do życia, zostało urzeczywistnione w ogromnej wręcz pracy przy konkursie. Konkurs został wygrany, wg opinii jury, mieszkańców Wołomina i obserwatorów projekt był bezkonkurencyjny.
Później rok mrówczej pracy przy projekcie technicznym - 16 typów domów w różnych wariantach, propozycje spotkań z mieszkańcami Wołomina dla lepszego zrozumienia przez nich idei projektu i w celu lepszego poznania ich potrzeb. I w końcu powstaje projekt. I tutaj cios. Nowy samorząd miasta neguje zasadność tego przedsięwzięcia. I nie dość, że postanawia osiedla nie realizować, ale odwleka w nieskończoność należne zespołowi projektantów płatności. Krzysztof, coraz bardziej zdenerwowany, coraz bardziej bezradny, zaczyna chorować. Choroba atakuje niespodziewanie i z wielką siłą. Krzysztof umiera, do końca nie wierząc, że jego przyjazd do Polski i cała polska epopeja jest czasem zmarnowanym, bezsensownie straconym dla domu, rodziny, dzieci i marzeń o wycofaniu z czynnego życia architekta i spędzeniu reszty życia w wiejskim domu pod Paryżem na malowaniu, pisaniu i kontemplowaniu piękna otaczającego świata.
Dla mnie, jego wspólniczki w ostatnim etapie jego kariery zawodowej, nie jest to czas zmarnowany, choć bardzo, bardzo mi smutno i wstyd za Polskę.
Nie jest to czas zmarnowany, bo myśli Krzysztofa na temat społecznej roli architekta, rozumienie, jak ważny jest człowiek - inwestor, klient i jego tęsknoty są dla mnie i będą ważne w mojej karierze zawodowej. Nie jest trudno projektować dla ludzi bogatych - prawdziwym wyzwaniem dla architekta jest projektowanie dla zwykłych ludzi, odpowiadanie na ich marzenia i tęsknoty o własnym domu za pomocą skromnych i prostych, ale pięknych w swojej prostocie środków wyrazu.
Małgorzata Łukasiewicz Traczyńska
bratanica
Uruchomiliśmy pogotowie geotechniczne.






